Nasz Zespół

Jesteśmy rodzicami, są wśród nas nauczyciele.
Kiedyś byliśmy uczniami, a teraz nie przestajemy się uczyć.
Nie chcemy narzekać i czekać aż ktoś, gdzieś, coś zmieni.
Działamy oddolnie, zgodnie z zasadą „kiedy stoisz przed górą, nie czekaj, aż góra zrobi się mniejsza”.
Zależy nam na dialogu oraz dyskusji, której celem nie jest szukanie winnych, ale wspólne dochodzenie do nowych rozwiązań.
Chcemy NAPRAWDĘ zmieniać dąbrowską edukację… i chcemy to zrobić z Wami!

Marta Fijałkowska

Jestem mamą Ani i Pawełka, którzy jeszcze nie chodzą do szkoły. Temat szkoły jest mi jednak bardzo bliski. Przez kilka lat pracowałam na stanowisku psychologa szkolnego, a także jako doradca zawodowy dla uczniów szkół gimnazjalnych. Wielokrotnie doświadczałam poczucia, że zasady, sposób funkcjonowania szkoły i wymagania stawiane przed ludźmi, którzy są z nią związani (mam na myśli zarówno uczniów, jak i nauczycieli) są nieadekwatne do współczesnej wiedzy z zakresu psychologii, pedagogiki i dziedzin pokrewnych.
Jako trener umiejętności psychospołecznych i osoba związana również z rynkiem szkoleniowym, nie mam wątpliwości, że nie ma nic ważniejszego, niż umiejętne wykorzystywanie swojego osobistego potencjału. Do tego niezbędna jest znajomość siebie i nieustanne poszukiwanie odpowiedzi na pytanie kim jestem? Jaki/jaka jestem?
Zamiast tego szkoła proponuje wciąż jakiś model, do którego należy dążyć. Dlatego szkoła musi się zmienić. Dlatego jestem częścią Stowarzyszenia Do!paminaLab, w którym mogę wykorzystać moje doświadczenia, wiedzę i przede wszystkim działać z ludźmi, którzy chcą brać sprawy w swoje ręce.
Jestem tutaj, gdzie jestem, bo z jednej strony jest we mnie złość i ogromna niezgoda na to, co dzieje się, w wielu szkołach, na brak szacunku do młodych ludzi, ale przede wszystkim niekompetencję i stosowanie przestarzałych metod wychowawczych i pedagogicznych (czy pozwolilibyśmy żeby w szpitalu ktoś wsadził nasze dziecko do pieca na trzy zdrowaśki??). 

Z drugiej strony napędza mnie ogromny optymizm bo dzięki działaniom Do!paminy Lab mam okazję spotykać się i współdziałać ze wspaniałymi nauczycielami, którzy aktualizują swoją wiedzę na bieżąco i również dostrzegają konieczność zmian. Są to ludzie z niezwykłym entuzjazmem i pasją działania. Ludzie, którzy nieustannie poddają refleksji swoje działania zawodowe, a z uczniami i uczennicami budują autentyczne relacje. To oni właśnie napędzają moją motywację do działania w tym obszarze. 

Moim marzeniem jest, aby ich postawa stała się pewnego dnia normą, a nie wyjątkiem. Jestem pewna, ze tak się stanie. To tylko kwestia czasu.

„Kto chce znajdzie sposób, kto nie chce znajdzie powód”

Anna Dęboń





Z powołania, pasji i na szczęście jestem.. panią Anią (z wykształcenia pedagogiem, terapeutą zajęciowym, nauczycielem wspomagającym). Jestem niepoprawną pasjonatką dziecięcej sztuki, zafascynowaną ich twórczością i kreatywnością, ich fantazją, wyobraźnią bez granic, otwartością,  odwagą i ciekawością świata. Wierzę, że nieograniczana twórcza aktywność, przynosząc radość i satysfakcję oraz dając ogromne odprężenie, silnie motywuje do podejmowania nowych wyzwań i pokonywania trudności. Wspieram i inspiruję (najlepiej jak umiem) do nieśpiesznego, indywidualnego rozwoju przez zabawę, doświadczenie i działanie, oparte na poczuciu i sile sprawstwa. A edukacja to dla mnie relacja!, radość, przygoda, wolność wyboru, entuzjazm, obecność, akceptacja i bycie razem, to nieoceniające towarzyszenie w wolnościowym wzrastaniu, to życzliwość, zaufanie i otwartość..

Z wyboru nie pracuję w szkole. Próbowałam, ale wciąż okazywało się że jest nam ze sobą bardzo nie po drodze.. Stworzyłam więc własne miejsce, przestrzeń „wielomożliwości” urządzoną zgodnie z własnymi pedagogicznymi wartościami i przekonaniami oraz bardzo na O!PAk temu co typowo szkolne..

Tymczasem do szkoły poszły moje dzieci. I poczułam że chcąc nie chcąc moją odpowiedzialnością teraz, jest się ze szkołą dogadać, pogodzić i zaprzyjaźnić .. I się zaczęło.. Dramat i czarna rozpacz.. Było bardzo źle.. Nie sikaj, nie pij, siedź cicho i prosto, recytuj, pisz, licz, równo i w tempie, nie maż się, nie ruszaj, nie dyskutuj, nie czuj się dobrze, wkuwaj, nie myśl, nie kombinuj i tylko zgodnie z kluczem, za wolno, za krzywo, za mało, zakazy, nakazy, krzyki.. Z wściekłości, bezsilności, desperacji, wzmagającego się gniewu i niezgody na rzeczywistość, w której dzieci doświadczają (codziennie!) strachu i stresu oraz rygoru, w której bez większych wzruszeń niszczy się ich potencjał, pasje, zainteresowania, ciekawość, motywacje, talenty, łamie poczucie wartości.. nieśmiało ale zdecydowanie, małymi krokami i początkowo bardzo pod górę, rozpoczynam misję „ZMIANA!” Uparłam się! I zmieniam, zmieniamy szkołę dosłownie i w przenośni.. Na pohybel wszystkim „niedasiom” „taktojestom” i „nicniezrobiszom”, dzięki inspiracji i wsparciu Budząca się szkoła, dzięki Marzenie, Luizie, Marcie, Robertowi, Eli i Eli podejmuję się wyzwania, bo Szkoła jest Nasza..

Wszyscy to wiemy, szkoła w obecnym kształcie nikomu już nie służy. Potrzeba nam rozmów, wsłuchania się w potrzeby uczniów, rodziców i nauczycieli, potrzeba nam współpracy, poczucia wspólnoty.. żeby RAZEM ZBUDOWAĆ SZKOŁĘ OD NOWA! Dlaczego Dopamina Lab? Bo chcę i domagam się szkoły zorientowanej na człowieka, Małego i Dużego. TERAZ I JUŻ! Chcę szkoły opartej o relacje, w której wszyscy po prostu dobrze się czują. Chcę szkoły, która dostrzega i wzmacnia potencjał każdego ucznia. Bo jeśli wszystkie dzieci wysyłamy do szkoły, to szkoła nie może być miejscem, które kogokolwiek przekreśla. Chcę szkoły, która czerpie z myśli korczakowskiej, szkoły ufającej kompetencjom małych ludzi i bezwzględnie szanującej ich prawa. Chcę przewartościowania:

-obowiązku szkolnego na prawo do nauki (J.Jull),
-wychowania do uległości i posłuszeństwo na wychowanie do odpowiedzialności oraz szacunku wobec drugiego człowieka.. (Budząca się szkoła)
 Czasy się zmieniły. NIE JEST JAK BYŁO. Jedyne, co można uznać że się nie zmienia, to że każdego roku jakieś dzieci idą pierwszy raz do szkoły ‒ pełne radości i chęci. I wciąż zbyt wiele z nich, przerażająco wiele z nich traci entuzjazm i zachwyt już w pierwszych miesiącach swojej szkolnej przygody. Jestem tu gdzie jestem, bo jestem pedagogiem i rodzicem, bo jestem mamą. Czuję, że na tym właśnie polega moja odpowiedzialność i mój obowiązek.

„Jak potężny byłby świat, gdyby nasze dzieci nie bały się podejmować ryzyka, nie bały się myśleć?! Każde dziecko zasługuje na nauczyciela-mistrza, dorosłego, który zawsze będzie w nie wierzyć, który rozumie potęgę dobrych relacji i nalega żeby dać z siebie wszystko (…) My nauczyciele musimy bezwzględnie mieć tego świadomość, musimy na tym właśnie skupiać się w swojej pracy. To trudne zadanie.. Ale nie niemożliwe. I my możemy mu sprostać! Jesteśmy nauczycielami.. Urodziliśmy się, żeby zmieniać świat!” (za Rita Pierson w dowolnym, własnym tłumaczeniu i interpretacji;)

Robert Strzała

Jestem nauczycielem języka polskiego od jakichś osiemnastu lat, najdłużej w Zespół Szkół Plastycznych w Dąbrowie Górniczej (uwielbiam). Podobno nie najgorszym zresztą, ale zdania są podzielone i w związku z tym zachowuję dystans i staram się nie dowierzać. Zresztą – znam lepszych, a przede wszystkim to nie są wyścigi..

Od niepamiętnych czasów (czyt. 18 lat) doprowadza mnie do szału szkolna biurokracja i wymyśliłem sobie nawet taką utopię, że najfajniej by mi było, gdyby był jeden nauczyciel, który rozmawia z uczniami o literaturze (wszelakiej), (pop)kulturze i świecie nieopodal, a drugi przygotowuje ich do tych wszystkich matur, egzaminów, testów, etc.
No i żebym ja był tym pierwszym, oczywiście…
Bo to drugie średnio mnie obchodzi(ło)…
Dwa razy sprawdzałem matury i mi się nie podobało…

Jak chodziłem do szkoły średniej, to napisaliśmy z Marcinem Boreckim zbiór opowieści pt. „Szkoła twoich i naszych marzeń, czyli Radosne Promyczki dwadzieścia lat później”, z którego wynikało, że nasza grupa przyjaciół za 20 lat zakłada szkołę, w której króluje absolutna wolność. W książeczce były opisane poszczególne „lekcje” i choć wiadomo, że było to na maksa naiwne, młodzieńczohipisowskie, idealistyczne i Stachurą mocno natchnione oraz przede wszystkim była to jawna kpina – śmiem podejrzewać, że pojawiła się w tym jednak pewna idea. Zawierająca się zwłaszcza w tytule… Myślenie… DUCH…
Mniej więcej wtedy wiedziałem już, co chcę robić w życiu… Czyli że uczyć…

Przede wszystkim jednak prawda jest taka, że więcej gadam, niż robię. Więcej narzekam, niż próbuję zmienić. Więcej nasłuchuję i krytykuję potem, niż się odzywam. Że często tylko pozoruję działania. Albo się wtrącam, rozpoczynam coś i potem zostawiam to swojemu biegowi. Myślę sobie, że to ostatnie akurat, nie jest wcale takie złe…

W każdym razie, chcąc nie chcąc (bo się mijaliśmy bardzo przez kilka lat), napotkałem w ubiegłym roku takie Dziewczyny, którym słowa nie wystarczają. I które, choćbym sam tylko gadał i pisał swoje wzruszające opowieści (najczęściej na jedno to wychodzi), choć ze słów i narzekań wszyscy przecież wyrośliśmy – chcą coś zmienić. Realnie ‼
I z całym swoim pozoranctwem i otoczką uwierzyłem w to działanie. I nagle działamy. Dla wszystkich naszych dzieci, uczniów, rodziców, nauczycieli 
I bardzo w to działanie wchodzę, bardzo się jaram i jest we mnie dużo wiary… …znowu gadam… …do widzenia…

Ela Nowak

Będąc małą dziewczynką miałam w swoim pokoju małą tablicę, kredę.. oraz najbardziej wyedukowane i zaopiekowane lalki na świecie:). Tak! chciałam zostać nauczycielką. Pamiętam mój pierwszy dzień w szkole… ekscytacja sięgała zenitu, myślałam swoim siedmioletnim rozumem, ze oto otwierają się przede mną wrota za którymi czeka mnie tylko magia. I wiecie co?.. przez pierwsze 12 lat edukacji spotkałam na swojej drodze jednego! pedagoga którego nazwisko pamiętam do dziś i którego mogę nazwać swoim autorytetem. Tylko jednego… Nauczycielem nie zostałam choć całe moje życie jest bardzo bliskie tematom rozwoju i edukacji. Prowadząc procesy rekrutacyjne wiele lat miałam okazję obserwować, jak bardzo nieprzygotowani do życia młodzi ludzie wchodzą na rynek pracy. Studiując na doskonałych uczelniach brakuje im umiejętności społecznych, umiejętności pracy zespołowej a w końcu umiejętności wykorzystywania swojego indywidualnego i wyjątkowego potencjału. Te luki i deficyty przekładają się przecież na efektywność świadczonej pracy a w końcu na zadowolenie i komfort życia. Na co dzień obserwuję cudownych młodych ludzi , którzy nie wierzą w siebie i często marnują swój potencjał słysząc przy tym „ta dzisiejsza młodzież…” Jestem mamą. Mamą, która chce dla swojej córki warunków dla rozwoju jej potencjału. Mamą, która nie zgadza się na wyścig szczurów, edukacyjną presję i motywację poprzez przemoc. Mamą, która pragnie aby jej dziecko było szczęśliwe.

Chcę aby nasze dzieci dostawały szansę i były akceptowane takie jakie są, gdyż są kompletne i doskonałe. Chcę w końcu szkoły na miarę XXI wieku, funkcjonującej w oparciu o bieżącą wiedzę z zakresu dydaktyki, psychologii, neurologii. Szkoły, która będzie przygotowywała do życia a przede wszystkim szkoły, która będzie dawała naszym dzieciom zadowolenie i poczucie, że każde z nich jest indywidualną jednostką zasługującą na uznanie.

Wsiadłam zatem na łódkę zwaną DoPamina Lab (teraz to już jacht) i czuję, że jestem na właściwym miejscu w towarzystwie ludzi, którzy mają pasję i wiarę w to, że to od nas samych zależy w jakim świecie będziemy żyli. Bo w życiu masz to na co się odważysz! Bo szkoła jest nasza! Popłyniecie z nami?

Ela Ratajczyk Gajda

20 lat temu zaczęłam prace w szkole, jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej. Bardzo starałam się, by każdy mój uczeń kształtnie pisał, płynnie czytał, wypowiadał się głośno i pełnymi zdaniami, obliczał sumy w pamięci, mnożył (nawet obudzony w środku nocy), śpiewał, recytował i grał w siatkówkę. Każdy TAK SAMO! Chciałam być nauczycielem idealnym, wypuszczonym spod uczelnianej igły- byłam beznadziejnym.

Z biegiem lat zrozumiałam, że praca z dziećmi nie może opierać się tylko na wymaganiu, sprawdzaniu, rygorze, jednym celu dla wszystkich i dyscyplinującej ciszy podczas lekcji. Edukacja, to relacja. Klasa, to drużyna. Od tamtej chwili w moim zawodowym życiu wszystko zmieniło się na lepsze. Ta mała zmiana okazała się być wielkim krokiem.
Nie było łatwo. Nasz system tak mocno wrył nam w głowach jak POWINNA wyglądać szkoła, że człowiek robiąc coś inaczej czuje się jakby płynął pod prąd, i to na tratwie. Niektórzy twierdzą, że zawsze trafiają mi się „fajne klasy”. Chce to potwierdzić.

W moich klasach zawsze są najlepsze dzieci, ponieważ każde dziecko jest najlepsze. Jedne w czytaniu, inne w liczeniu, w bieganiu, skakaniu, w snuciu opowieści, sprzątaniu, pisaniu, troszczeniu się o innych. Wystarczy, że im to pokażemy, docenimy, zauważymy, a mali ludzie rozkwitają. Budzimy w nich wewnętrzna motywację, która jest napędem do nauki, do rozwoju, do życia! To takie proste, a jednocześnie tak rzadko spotykane
w naszych szkołach. Każdy człowiek, chce być w oczach innych kimś wartościowym. „Kiedy dziecko – lub człowiek dorosły- nie czuje się wartościowe, staje się drażliwe, agresywne, sfrustrowane.” (Jasper Jull). Rok temu, zafascynowana Budzącą się Szkoła, poszłam na spotkanie do Miejskiej Biblioteki. Tam trafiłam na innych, płynących na tratwie. Teraz już płyniemy razem, jachtem „dobrej klasy”!